Stałam oparta o moją czerwona furgonetkę. Smutnym wzrokiem patrzyłam na ludzi idących do szkoły. Mike i Jessica wyminęli mnie i poszli dalej, w stronę wejścia. Nie zwracałam na nich uwagi. Czekałam na Erica który dość długo nie szedł do szkoły. Byłam lekko zdziwiona, a gdy zadzwonił dzwonek samotnie poszłam do sali biologicznej. Jakoś tak pusto było siedzieć tak bez Ericka. Po skończonych lekcjach przyjechałam do domu. W pośpiechu chwyciłam chleb i coś z lodówki i wsiadłam do furgonetki. Jechałam do Ericka. Stanęłam pod domem Ericka. Na pierwszy rzut oka nie zauważyłam nic szczególnego, ale po chwili spostrzegłam, że szyba w bocznym oknie od salonu jest potłuczona. Szybko podbiegłam w to miejsce. W domu było pusto, a pod domem nie stał jak zwykle ich srebrny volvo.
- Coś tu nie gra. - stwierdziłam i pchnęłam ręką drzwi wejściowe.
W środku panował wielki harmider i chaos, wszystkie szafki, szuflady, stoliki, krzesła były poprzewracane. Na podłodze leżały pomięte kartki i poprzewracane książki. Spojrzałam na kartkę, która leżała na stole.
- I tak mówiłam, że to już wasz koniec. - przeczytałam te słowa.
Nie wiedziałam, co mam zrobić..., nie wiedziałam gdzie szukać Ericka, czy coś mu się stało? Wsiadłam do furgonetki i pojechałam do dziadka Elsona, który wiedział wszystko o takich zjawiskach jak te.
_____________________
To pierwsze moje opowiadanie, więc bądźcie wyrozumiali. Jak coś, jeśli są jakieś pytanie, to to jest tak jakby na początek troszeczkę "ściągnięte" z sagi Zmierzch. Ale zobaczycie, coś innego się tu wydarzy.